Drzwi do jednego z prywatnych pokojów w pałacu otworzyły się, wpuszczając do środka Anastasię, która wróciła właśnie z drugiego spotkania w mieście. Krótko po wizycie w siedzibie Stowarzyszenia na rzecz voxlandzkiej kinematografii pojechała na drugi koniec stolicy gdzie odwiedziła lokalne centrum pomocy dla osób bezdomnych. Rozmawiała tam z wolontariuszami i ludźmi, których różne życiowe ścieżki pozbawiły własnych czterech ścian. Wielu z nich pomimo wyzwań, które postawiło przed nimi życie nie straciło nadziei i ducha walki, co zauważyła słuchając ich opowieści, marzeń i planów. Obrazem, który najbardziej ją zszokował była młoda dziewczyna mająca osiemnaście lat. Wraz z ich ukończeniem i zdobyciem pełnoletności postanowiła odejść od rodziny, w której nie znajdowała oparcia ani akceptacji. Początkowo sobie radziła pracując po szkole i mieszkając u przyjaciółki. Jednak, gdy skończyły edukację, a tamta zdecydowała o wyjeździe do innego miasta na uniwersytet, kwestia zakwaterowania stanęła pod znakiem zapytania. Z zaoszczędzonych pieniędzy udało jej się wynająć mieszkanie na obrzeżach stolicy skąd codziennie dojeżdżała prawie godzinę do pracy. Niestety zima, która właśnie dobiegała końca wywołała duży wzrost cen i wkrótce okazało się, że nie jest się w stanie utrzymać. Przez chwilę udawało się jeszcze przesuwać termin opłat, ale w końcu właściciel mieszkania stracił cierpliwość i ją wyrzucił. Ostatecznie trafiła do centrum pomocy dla bezdomnych gdzie przy wsparciu wolontariuszy powoli na nowo stawała na nogi. Anastasia słuchając jej opowieści zaoferowała jej możliwość wsparcia finansowego lub jakiegoś rodzaju stypendium gdyby zdecydowała się na podjęcie nauki w szkole wyższej. Dziewczyna jednak odmówiła czym przypomniała jej ją samą. Wolała ciężko pracować i walczyć niż złapać za wyciągniętą rękę.

Kobieta usiadła koło stołu i zapatrzyła się w kominek, w którym zapalono krótko przed jej przyjazdem. Na długiej komodzie z ciemnego drewna stojącej pod ścianą, widniało kilka ramek ze zdjęciami. Jedno z nich przedstawiało [mention]Krzysztof Windsor[/mention] i [mention]Sophie[/mention] w dniu ślubu, inne całą rodziną podczas jednego z luźnych spotkań w Werdenhoff, zaś największe [mention]Joahim von Ribertrop[/mention], którego udało jej się złapać podczas snu w przypałacowym ogrodzie. Siedząc i zaciągając się papierosowym dymem (w ostatnich miesiącach jej zamiłowanie do nich tylko się nasiliło) zatrzymała wzrok na dłużej przy tym zdjęciu. Musiała przyznać, że mimo raczej rzadkich publicznych spotkań i życia, które obfituje w rozjazdy po połowie Pollinu z jej strony tworzyli zgrany zespół. Chociaż nim go złożyli to zeszła im chwila, która okazała się jednak budująca. Wstała z fotela i odwróciła wzrok do okna, z którego roztaczał się widok na miasto. Większość ludzi zapewne myśli, że prywatne apartamenty są skierowane na pałacowe ogrody, ale prawda była zgoła inna. Duża część pokoi, które były zarezerwowane dla gości i rodziny miała okna wychodzące na miasto. Anastasia lubiła stawać w nim wieczorami, gdy słońce już zaszło i żółte światła latarni zaczynały się zapalać. Vox wyglądał magicznie po zmroku i czasami przez głowę przechodziła jej myśl by wyjść pewnego wieczora i przespacerować się po nim.