Nocny lot Kitsune Airlines, jednej z dreamlandzkich linii lotniczych, zbliżał się powoli do Voxlandu. Pasażerowie w większości próbowali zasnąć, ale część próowała pracować albo czytać. Antoni był w stanie niepozwalającym ani na spanie, ani na czytanie. Niby zmrużył oczy na chwilę, ale nic to nie dawało.
Za oknem pojawiały się pierwsze promienie słońca.
Do lądowania zostało około 3 godziny - ledwo 7:00 czasu dreamlandzkiego. Wtedy rozpoczął się serwis pokładowy ze śniadaniem. Dzisiaj był do wyboru omlet z ryżem lub owsianka ze świeżymi owocami (i nie z proszku), do tego bułka cynamonowa, a do picia kawa, herbata albo gorące kakao do wyboru. Wybrać można było przy zakupie biletu, wtedy była gwarancja, że danie będzie dostępne, a można było też wybrać na pokładzie, ale wtedy dostępność była ograniczona. Antoni wybrał omlet z ryżem i zieloną herbatę. Wciąż czując zmęczenie powoli zjadał swój zestaw śniadaniowy.
Samolot już był w przestrzeni powietrznej Voxlandu, rozpoczynał zniżanie do lotniska Vox-Baugenoff. Niemal od razu po serwisie śniadaniowym załoga przygotowywała samolot do lądowania - śmieci zostały zebrane, pasażerowie zostali uprzedzeni o pogodzie na miejscu, a piloci skontaktowali się z kontrolerem zbliżania prosząc o zgodę na podejście.
Około pół godziny później maszyna znalazła się na ścieżce zniżania do pasa.
Maszyna przyziemiła dość łagodnie, zaczęła hamować i zjechała w jedną z dróg kołowania łączącą pas z płytą pasażerską. Wszyscy się ubierali próbując nie wstawać z miejsc, niektórzy mimo sygnalizacji "zapiąć pasy" i tak wstali na chwilę. Chociaż najgorzej było wtedy, gdy wstać już było można - część chciała dopchać się jak najszybciej do wyjścia, część chciała wziąć swoje bagaże podręczne ze schowków - typowe zamieszanie przy wychodzeniu. Chyba tylko Moskwiczowi się nie śpieszyło, bo siedział spokojnie na miejscu. Nie miał ani biletu na autobus, ani zamówionego samochodu, a kontroli paszportowej czy celnej i tak nikt nie pogoni.
Przy praktycznie pustym samolocie wstał, zebrał swoje rzeczy i wyszedł przez rękaw jeszcze żegnając się z załogą.
To teraz odebrać swoje rzeczy. Najpierw przeszedł rękawem do korytarza w terminalu, po tym do wyjścia przez kontrolę paszportową. Jeszcze w kolejce przygotował dokumenty - dreamlandzki paszport i voxlandzką kartę przybysza.
-
Dobry, paszport proszę - powiedział strażnik graniczny w okienku, a na to hasło młody van der Pohl podsunął oba dokumenty.
-
Cel wizyty?
-
Na pogrzeb Jego Królewskiej Mości - odpowiedział.
Chwilę później w paszporcie wylądowała kolejna pieczątka, czyli został przepuszczony. Teraz odbiór bagażu. Wieniec w okienku dla bagaży nadwymiarowych, walizka na taśmie razem z pozostałymi. Już pierwsze walizki zaczęły krążyć po taśmie, a niektórzy pasażerowie tłoczyli się przy wylocie taśmociągu chcąc odebrać swoją jako pierwsi. Na szczęście nie było ich tak wielu. Czekając na bagaż Antoni pokusił się o włączenie telefonu, ale przez to, że działa on w innej technologii niż obowiązujący w Voxlandzie standard, na pomarańczowym wyświetlaczu rodotelowskiego telefonu cały czas widniał napis "
NetworkSearch" i brak kresek zasięgu. Dlatego wyłączył go z powrotem i schował do torby. W razie czego, urzędnikom Prefektury Małej Furii zostawił numer do motelu, gdyby pilnie potrzebowali kontaktu z prefektem.
Bagaż udało się odebrać, granicę celną przekroczyć bez dodatkowych przesłuchań, to teraz Antoni szukał połączenia autobusowego w kierunku motelu Netrotei, gdzie ma rezerwację. Nie miał zaufania do taksówkarzy, szczególnie po pewnej wizycie w Dreamopolis, kiedy taksówkarz "nabił licznik" na 160 Dreamów za kilka kilometrów w mieście. Może nie tak wygodnie, ale bez finansowych niespodzianek, dojedzie do celu. Tym bardziej, że ilość gotówki ma ograniczoną, a nie pamiętał jak wyglądają w Voxlandzie płatności kartą - czy naliczą mu prowizję, czy pobierze środki z konta walutowego w voxach, czy przeliczy z konta w dreamach po aktualnym kursie, który ostatnio dość mocno podskoczył.
W końcu znalazł przystanek i automat biletowy, a autobus w interesującym Moskwicza kierunku będzie za 12 minut...